Rzecz dzieje się na drodze do Hali Gąsienicowej. Ekipa jest dobrze wyposażona w raki, czekany, latarki. Co z tego, jeden z uczestników ( pan w wieku 55 lat, rodem z Mikołowa ) ma słabe serce, tak zwany „sercowiec”. Słabnie i już nie wraca na łono nie tylko gór, ale i tej planety. TOPR udzielił turyście natychmiastowej pomocy, potem dwoili się i troili zakopiańscy lekarze, na nic – zawał serca i śmierć.
To nagminne przypadki, nie wszystkie śmiertelne lecz częste, taka nasza zakopiańska epidemia, zamiast świńskiej grypy. Mnóstwo turystów - lamentuje TOPR – udaje się w góry, nie mając pojęcia, że są „sercowcami”. Jeżeli wycieczkowicz udaje się na Orlą Perć prosto z pociągu lub zza biurka a wcześniej nie pogadał z lekarzem mimo niepokojących sygnałów, to może żegnać się ze światem. Każdy, kto ma poważne kłopoty z układem krążenia powinien podziwiać Tatry, mając kwaterę niżej gór czyli z Zakopanego! Apartament dla „sercowców” z łazienką i sprzętem do mierzenia ciśnienia.
Co do świńskiej grypy. To już taka nasza przypadłość zajmować się katastroficznymi scenariuszami naszej śmierci a umrzeć w efekcie na serce w rakach i czekanem w dłoni na drodze do Hali Gąsienicowej. Zawsze wynajmuj kwatere wyposażoną nie tylko w sprzęt RTV ale i sprzęt do mierzenia ciśnienia. Chyba, że masz serce jak dzwon!