Od przynajmniej dwóch miesięcy Zakopiańczycy debatują na temat Uraińców, czy przyjadą czy dostaną wizy i czy przywiozą słynną ukraińską grypę.
Jak wiadomo ta część Europy w ostatnich latach przynosiła znaczny dochód góralom. Okres styczniowy to czas świąteczny dla mieszkańców wschodu i tutaj nam nie przeszkadza inne wyznanie, bo wiadomo pieniążki za kwatery zostawią.
Ostatnie lata to również obfitość turystów z Białorusi, Japonii, Anglii i Izraela chociaz ci ostatni największy zmasowany nalot robią dopiero na wiosnę. Wtedy to parking na Alei 3 Maja ma żniwo. Codziennie kilka autobusów z Izraelczykami.
Powracając do grypy to wiemy jak losy potoczyły się do tej pory na Podhalu. Na początku wszyscy włącznie z mediami lokalnymi mowili ”Grypa omija Podhale”. Była to tylko propagandowa ściema. Piszą i drukują co im każą i tyle.
Ta grypa jak już wielu zauwazyło przypomnina tę z 1957 roku oraz czas Hiszpanki. Były dwa ataki, pierwszy słabszy i poźniej o wiele groźniejszy zmutowanej wersji. Co ciekawego padali tak to napiszę ludzie zdrowi i mocni. Oczywiście , że dotkneła każdą grupe wiekową, ale wiek między 20-40 lat był najbardziej narażony. Były takie sytuacje, że ktoś szedł drogą i nagle padł i juz sie nie podniósł.
Mój pradziadek tez chorował, ale wyszedł z niej. Niestety ślad zostawiła na całe życie w postaci słabego organizmu i szybkiego przemęczania organizmu.