Jedne imprezy zakończone inne dopiero przed nami. Sylwestrowe szaleństwa zakończyły się wielkim kacem nie tylko alkoholowym i moralnym, ale również finansowym. Piękny to widok kiedy wyjeżdżający z Zakopanego w ciągnących się korkach aż po Kraków zastanawiają się jak teraz to odrobić, spłacić karty debetowe i kredytowe. Jedna noc emocji i setki złotych poszło jak woda.


Oczywiście nie dotyczy to nadzianych gości, ale ich jest malutko. Większość imprezowiczów zakopiańskich to przeciętni Polacy z marną pensją. Dla nich wypad w Tatry to ciężko zarobione grosze a lekko wydane. Sytuacja powtarza się co rok. Dobrze, że nie należe do osób tak łatwo dających unieść się emocjami. Ja przykładowo wolę spokojnie z paroma znajomymi zorganizować sobie cos naprawdę wyjątkowego. Dzisiaj przykładowo byliśmy w karczmie regionalnej i było naprawdę extra. Zjedliśmy extra góralska strawę, zapiliśmy winem i kilka godzin minęło nam przy posiadach nawet nie wiemy kiedy. Straciliśmy trochę ponad stówkę w cztery osoby.
Było miło , nikt nam  nie wymiotował jak to widziałem w Sylwestra obok innych siedzących gość tylko i kobitki fruuuuu. Żadnych hałasów, jazgotu itp. rzeczy.
Przygrywała nam góralska muzyczka – cicho i przyjemnie.
Jak zaplanuje kolejny wypad to napewno nie będzie to impreza Sylwestrowa.

Przed nami ferie i skoki narciarskie na Krowki i to dużej. Zawodnicy już czynią przygotowania chociaż z ich formą to jest wszyscy widzą. Skoki zbiegają sie z feriami zimowymi i to z turnusem warszawskim. Co jednych cieszy bo przyjadą bogaci goście, a drugich martwi bo znowu nie będzie spokoju.

Tagi: