Tatrzańskie Ochotnicze Pogotowie Górskie obchodzi 100 lecie działalności, lecz doceniają to zwłaszcza ci, którzy choć raz stanęli w obliczu sytuacji bez wyjścia, o jaką nie trudno w górach. Niektóre alarmy dochodzące do TOPRu są banalne, a od niektórych włos jeży się na głowie. Dla mnie odgłos lecącego śmigłowca „Sokół” nie zapiera tchu w piersiach, bowiem uległam sile przyzwyczajenia. Od ponad trzydziestu lat nad moim domem w Zakopanem mknie na ratunek ekipa ratownicza swoim sprzętem. Czasem „Sokół” leci tak nisko, że mam wrażenie iż wyląduje mi na dachu.
Parę tygodni temu wraz z mężem śledziliśmy akcje „śmigłowcową” TOPR-u z Nosala - przez lornetkę, rzecz jasna. Kogoś niedaleko stacji kolejki linowej na Kasprowy Wierch wciągano na linie w asyście ratownika do „Sokoła”. I pomyśleć, że kilkadziesiąt lat temu na akcje jeździło się czymś w rodzaju bryczki, a komunikowano się przez wojskową radiostacje – była tak ciężka, że praktycznie w akcji bezużyteczna. Do lat 20tych, gdy jeszcze nie było telefonu w Murowańcu, ani samego Murowańca, informacje w rejonie Hali Gąsienicowej przekazywane były za pomocą postawionego przez Zaruskiego na szczycie Kopy Magury słupa z latarnią.
Rewolucja w sprzęcie, technikach i metodach ratowniczych dokonała się z końcem lat 50tych. Nie chodzi tylko o przenośne radiotelefony zamiast ciężkiej radiostacji wojskowej, czy pojazdów mechanicznych zamiast nieszczęsnej bryczki, ale o takie usprawnienia, jak stalowe liny, na których można było spuszczać w tzw szelkach kilkaset metrów w dół ratownika. Śmigłowce weszły w życie dopiero w latach 60tych, a dokładniej 1963, gdy pierwszy tego typu sprzęt wylądował z przygodami w Dolinie Pięciu Stawów – wtedy jeszcze o „Sokole” nie można było śnić.
W czasie, gdy na początku 20 wieku Mariusz Zaruski nosił się z zamiarem powołania w Tatrach Górskiego Pogotowia Ratunkowego, w Alpach już takowe istniało. Zaruski uzyskał zgodę władz Galicyjskich, potrzebne fundusze, a także aprobatę miejscowych górali i przystąpił do czynu – jednostka powstała, choć Ratownictwo Górskie funkcjonować oficjalnie zaczeło od 1909 roku. Naczelnikiem Straży Ratunkowej został, rzecz jasna - Mariusz Zaruski. Górskie pogotowie nie zawsze oznaczone było skrótem TOPR, było przez jakiś czas GOPRem, idąc w przeszłość dalej – po Drugiej Wojnie Światowej Niemcy ochrzcili jednostkę po niemiecku. TOPR jednak brzmi najlepiej – moim skromnym zdaniem.
Pogotowie miało na swym czele prócz Zaruskiego innych uzdolnionych ludzi. Nie raz przyszło im godzić się z faktem, iż akcja skończyła się nie tylko tragicznie dla turysty, ale i ratownika, któremu przewodził jako przełożony. A ratownicy ginęli od samego początku istnienia jednostki od Klimka Bachledy począwszy na 2001 roku skończywszy, gdy w czasie akcji ratunkowej TOPR-u zostaje pogrzebanych dwa metry pod śniegiem dwóch młodych ratowników.
W 1994 roku w katastrofie „Sokoła” ginie załoga. Rzecz dzieje się nad Doliną Olczyską. Jedną z największych w dziejach pogotowia jest akcja z 2003 roku, gdy lawina pochłania 9 licealistów pragnących pokonać Rysy zimową porą, pod okiem nieodpowiedzialnych opiekunów – nie obyło się bez ofiar śmiertelnych. Śmigłowiec także padł ofiarą zdarzenia, bowiem uległ rozbiciu.
Czasami celem akcji nie jest ratowanie życia, lecz znoszenie tych, którzy owe życie tragicznie w górach zakończyli. Kroniki notują także zdarzenia do dziś nie wyjaśnione. Takie tatrzańskie archiwum X – obyśmy zimą 2010, chodząc po Rysach z polskiej strony nie trafili na jego łamy!
prawa autorskie zakopiec.org
